Powrót | Przeczytaj fragment | Spis treści | Powiększ okładkę | Do koszyka

Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza
Liczba stron: 140
ISBN: 978-83-61748-00-7
Rok wydania: 2009
Format: 111x183 mm
Cena: 14.99 zł
Czas realizacji: 2 dni
praca zbiorowa
Antologia reportażu 2009
Niniejsza antologia jest rezultatem drugiej już edycji konkursu reportażu Planete Doc Review. Wśród wyróżnionych przez internautów utworów znajdują się zarówno teksty, które opisują rzeczy medialnie donośne, związane z dużą polityką i wielkimi tragediami, jak i teksty, które odzierają z frazesu zjawiska mocno już spowszedniałe (vide Mamy plecy w niebie, w którym to utworze opisana jest maszyneria działalności charytatywnej). Są tez pytania o język i temat sztuki (Numery Marcina Kołodziejczyka), która szukając dla siebie wyrazistego języka zdaje się czasem uciekać do plagiatowania autentycznych tragedii. Wszystkie zaś teksty spięte są czymś jeszcze: klamrą czytelniczego zainteresowania, gdyż to głosujący internauci wyłonili skład tegorocznej antologii konkursowej.
Fragment tekstu
Numery
Reportaż nagrodzony nagrodą główną Planete Doc w konkursie reportażu 2009
Film nosi tytuł „80064”, powstał w 2004 r. Jest krótki, wystawowy. Widać na nim, jak Józef Tarnawa z Bielska-Białej, włókiennik, były więzień Oświęcimia, kolejny raz w życiu poddaje się woli obcych ludzi.
2004
Podciąga rękaw swojej nieskazitelnej błękitnej koszuli i odsłania przedramię tak, jak chcą. Prosi, żeby mu tego nie robili, ale cicho, nieśmiało. Mówi, że będzie szczęśliwy, jeśli dadzą mu spokój. Boi się, chce zagadać sprawę, jakby liczył, że im się wyślizgnie. Ale że wcześniej inaczej się umawiali, oczywiście, pamięta.
Jolanta, córka Józefa: – W gruncie rzeczy tata był zadowolony, że ktoś słucha jego obozowych wspomnień. Tam był oświetleniowiec, dźwiękowiec, reżyser. I tatuażysta, który czekał na clou programu.
Józef Tarnawa, w filmie: „Dajmy spokój. Jest wyraźny. Gdyby był zatarty, czy coś... Już nie będzie oryginalny. Jak oświęcimiak popatrzy: to nie jest oświęcimski numer, co z tym zrobiłeś? Ja się zgodziłem, ale będę szczęśliwy, jeśli nie...”.
Artur Żmijewski, reżyser, głos zza kadru: „Inaczej się umawialiśmy!”. Józef Tarnawa milknie zrezygnowany i odwraca wzrok. Brzęczy agregat. Zbliżenia twarzy i oczu. Tatuażysta odnawia bohaterowi oświęcimski numer 80064 i przeciera ranę gazą.
2008
Wprowadzenie do wystawy „Historia się powtarza” w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, 2008 r.: „Rekonstrukcje (ang. Re-enactments) zdobywają coraz większą popularność. (...) Umożliwiają widzom nawiązanie bardzo osobistej relacji z historią”.
Do zrekonstruowania nadaje się m.in. bitwa angielskich górników z policją, napad na nowojorski bank i koncert rockowy w szpitalu psychiatrycznym. Wydarzenia legendarne, ale odegrane na nowo z dbałością o szczegóły. Oświęcimska historia Józefa Tarnawy odtwarza się z płyty DVD z uruchomioną funkcją powtarzania w nieskończoność. Stary człowiek siedzi samotnie w studiu tatuażu na warszawskim Żoliborzu. Każdemu kolejnemu widzowi mówi, że Oświęcim mu się śni. Obozowy funkcyjny wypisuje równe cyferki na przedramieniu młodego mężczyzny, najpierw atramentem. Dlatego numer wychodzi taki ładny. Rapportführer Palitzsch skacze leżącym ludziom na gardła. Inni patrzą w milczeniu. Trzeba się przystosować i przytępić zmysły, żeby przeżyć. Śmierć numerów wokoło staje się obojętna dla numeru 80064. Potem tatuażysta z Żoliborza bierze się do roboty. 80064 przechodzi rekonstrukcję na potrzeby filmu. Widzowie zmieniają się przed telewizorem w Centrum Sztuki Współczesnej. Historia się powtarza.
Artur Żmijewski, artysta multimedialny, absolwent Wydziału Rzeźby ASP, w e-mailu do dziennikarza: »Kilka cytatów z moich wypowiedzi na temat rozumienia filmu »80064«: »Mam podejrzenie, że on się w ogóle narodził dla świata w chwili wytatuowania tego numeru – przedtem »nie istniał« (...). Nikt z widzów nigdy mnie np. nie zapytał, kim ten człowiek był z zawodu, czy miał dzieci etc. To niezwykłe, jak trwały był, zainicjowany przez nazistów, sposób widzenia tego człowieka jako numeru«”.
2007
Aleksander, syn Józefa: – Ojciec zmarł w lipcu 2007 r. Miał 95 lat. Pół roku przed śmiercią poprosił mnie: Olek, mogę już mieć tak, że mówię od rzeczy, to mi wtedy zwróć uwagę. Ale do końca był sprawny, pamięć miał idealną. Bardzo ciepły, nobliwy, schludny starszy pan. Tak go widzimy.
Czasem plażuje na balkonie od strony podwórka. Na innych balkonach siedzą ludzie pod parasolami. Między balkonami toczy się niezobowiązująca rozmowa. Zachwyty nad wiosną, polityka, rzeczywistość seriali, krzyżówki. Józef Tarnawa mieszka sam. Marynarek ma z 15, koszul chyba z 50. Na drzwiach szafy wybór krawatów. Goli się siedząc na taborecie przed łazienkowym lustrem, bo już ma słabe nogi. Z mieszkania wyłania się wyrychtowany, wsparty na dwóch laskach. Idzie do kawiarni Mimoza na spotkanie z kolegami. Nie pije, najwyżej kieliszek beherovki. Codziennie od południa przez dwie godziny staruszkowie rozogniają się dyskusją w Mimozie, choć poglądy mają przykurzone. Powracają esbecy i esesmani, Anders i Berling, Oświęcim i Strzelce Opolskie. Są uparci, kolejno umierają nie zmieniając przekonań. W Mimozie wysiada ogrzewanie, kawiarnia ulega przekwalifikowaniu na piwiarnię. Nie ma dokąd chodzić. Jeździ się już właściwie tylko na pogrzeby i stypy. Umiera Władek z Bystrej, ostatni przyjaciel Józefa Tarnawy. Z klubu dyskusyjnego pozostaje dwóch. Ich życiorysy zawężają się niespodziewanie do wpisów w karty pacjenta.
U Tarnawy martwi leniwe tętno. Lekarzowi mówi, że to tętno długodystansowca. Jego organizm racjonalnie gospodaruje energią przez cały bieg, zabezpieczając rezerwy na nieprzewidziane przeszkody i finisz w dobrym stylu.
Aleksander, syn: – Przeczuwałem, że ojciec się nie obudzi. Piękną miał śmierć. Co prawda na chwilę się obudził, bo sięgał po fiolkę z nitrogliceryną. Kiedy go znalazłem, leżał na łóżku z wyciągniętą ręką. Fiolka spadła za tapczan
1942
Jest ich w domu sześcioro, czterech chłopaków i dwie dziewczyny. Józef Tarnawa, średni brat, kieruje się przed wojną na włókiennika. W rodzinie mówi się, że urodzony jest pod dobrą gwiazdą i daleko zajdzie. Gra w tenisa, jeździ na nartach. Ma wzięcie u kobiet, zakochuje się ze wzajemnością w Janinie, pracownicy sekretariatu Spółdzielni Mleczarskiej w Bielsku. Na Bielsko mówi się wówczas Wiedeń północy, bo takie piękne i kosmopolityczne. Więcej tu mieszka Żydów i Niemców niż Polaków. W 1939 r. znajomi Niemcy nagle zrzucają pulowery i pumpy, zakładają mundury. Biorą miasto na własność. Rodzina Tarnawów ucieka do Rzeszowa, rodzinnego miasta Janiny. W drodze, w Krakowie, ujawnia się Józefa szczęście. Do budynku, w którym nocują, wpada przez dach bomba, ale nie wybucha.
Józef Tarnawa poślubia Janinę w Rzeszowie, pięć miesięcy po wybuchu wojny. Wśród gości weselnych nie ma nikogo z rodziny – wrócili do Bielska pociągiem towarowym pilnować domu i urządzać się w nowych okolicznościach. Tadeusz, najstarszy brat, działa w podziemiu. Podobno ma rozległe tajne znajomości. Wykupują z kolegami więźniów z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Bielsko funkcjonuje w miarę zwyczajnie, idzie żyć – płyną wieści od klanu Tarnawów. Państwo młodzi jadą więc do Bielska.
Jolanta, córka: – Ojciec do Oświęcimia trafił zimą. Niemcy kazali nowym więźniom się rozebrać i stanąć do apelu. I tak stali godzinami, całkiem goli. Ludzie się przewracali i umierali. A ojciec stał. Opowiadał nam, że nie czuł zimna. Gestapo przychodzi po Tadeusza Tarnawę. Jego siatka się posypała, mają dla niego wyrok śmierci. Wśród aresztujących jest kilku znajomych z przedwojennego Bielska. Ale Tadek nie wraca na noc do domu, ktoś go ostrzega. Biorą więc w zastaw Józefa. Jeśli Tadek się zgłosi do Oświęcimia – brat odzyska wolność. Nadchodzi Boże Narodzenie 1942 r. Janina jest w 9 miesiącu ciąży. Jej mąż – numer obozowy 80064 – stoi goły na placu apelowym i uczy się patrzeć na śmierć w sposób beznamiętny.
2004
Jolanta, córka: – Tata już był zmęczony mówieniem. Prosił o wodę. Ja pytałam, czy go nie boli to tatuowanie. Ale cichutko czekałam, żeby nie przeszkadzać. Reżyser, pan Żmijewski, świetnie to wszystko zorganizował. Samochód mieliśmy w obie strony podstawiony. Jeszcze dzwonił pytać, jak się tata czuje. Ujął mnie swoją grzecznością, sposobem bycia, taki wyciszony był. I naprawdę nie sprawiał wrażenia osoby tak kontrowersyjnej i skandalizującej. Nie słyszałam o nim wcześniej. Gdybym wiedziała, nigdy bym do tego tatuowania nie dopuściła. Nie lubię wracać do tego filmu.
Józef Tarnawa, w filmie „80064”: „Po co mi pan ten trud zadaje? Nie przypuszczałem, że mnie w życiu spotka, że będą mi numer odnawiać...”.
Artur Żmijewski: – Myślę, że warto już skończyć z mówieniem o skandalizowaniu. Są różne języki sztuki, jedne miękkie, łagodne, inne twarde. Ja wolę używać tych twardych. Wiedziałem, oczywiście, że pamięć historii to rzecz delikatna – ale nie wycofam się przecież z działania, ponieważ jego temat jest bolesny.
1945
Józef Tarnawa pracuje w obozowej stolarni. Udaje, że się zna na drewnie. Opowiada potem dzieciom: Wchodzi esesman, to ja łapię jakiegoś bala grubego i tak hebluję, że z tej deski ledwie listek zostaje. Pot się ze mnie leje. Żeby widział, że ja coś robię, że się nadaję.
Czesława, siostra: – Józef był mądrym człowiekiem i wiedział, jak się urządzić. Umiał się zaaklimatyzować. Raz nawet jego ucieczka z obozu była przygotowana, ale nie wyszło. I całe szczęście, bo jakby go złapali, to...
Siostry Tarnawa przyjdą pod obóz, zamienią z Józefem parę zdań. Czasem, jeśli się wcześniej umówić ze strażnikiem, można Józka nakarmić gdzieś w krzakach. Przez druty, więc tylko szybko z ręki do ust. Przychodzą do stolarni Niemcy po przysługi. Prosto od zadawania śmierci innym numerom prosić o mebelki z drewna. Patery rzeźbione na owoce dla narzeczonych i mam. Numer 80064 zna niemiecki, przyjmie stalunki. A za dnia zamrze, w nocy skuli się ze strachu. Bo klienci stolarni mają ciężki zawód, prowadzają ludzi pod ścianę i strzelają do nich. Potem żartują, inaczej chyba by oszaleli z przeciążenia nerwów. Rapportführer Palitzsch także ma poczucie humoru. Jeśli kogoś zatłucze, zdarza się, że potem poczęstuje milczące numery papierosem. Tadeusz się nie zgłasza, Józef nigdy mu tego nie wypomni.
W 1945 r. Józefa Tarnawę wyzwalają Amerykanie z obozu w Oranienburgu (dokąd dociera, gnany przez Niemców, z marszem śmierci). Mówią: Słuchajcie, w Polsce panuje komunizm. Można zostać dipisem i jechać do Ameryki. Numer 80064, który na powrót staje się Józefem Tarnawą – człowiekiem zdolnym decydować o sobie – wybiera Bielsko.
Aleksander, syn: – Jechał do domu 2 tygodnie. Trochę na rowerze, a trochę na nogach, bo co znalazł poniemiecki rower, to mu Ruscy zabierali. Miałem wtedy 2,5 roku. Ojciec wrócił, bo za mną tęsknił i chciał mnie wreszcie zobaczyć.
2008
Nocą w TVP Kultura program poświęcony twórczości Artura Żmijewskiego. Artysta ma 42 lata, jest jednym z najgłośniejszych w swoim pokoleniu. W swych filmach daje do myślenia, zgadzają się prowadzący program profesorowie filozofii. Na przykład zestawia grupę niepełnosprawnych dzieci z grupą zwierząt w zoo. Filmuje musztrę byłych żołnierzy kompanii reprezentacyjnej, żołnierze są nadzy. Chór głuchoniemych usiłujących wykonać kantatę Bacha. Spacer grupy sparaliżowanych. Ludzi grających w berka w komorze gazowej obozu koncentracyjnego. Miłość chorych na Parkinsona. A do jego najgłośniejszych dzieł należy „80064”, w którym artysta wywiera presję na pewnego nieznajomego starego mężczyznę, aby odnowić mu obozowy numer.
Nocna monografia Żmijewskiego w telewizji obejmuje cztery filmy zrealizowane przez artystę w Izraelu. Jeden z prowadzących program profesorów uważa, że Artur Żmijewski uprawia sztukę. Drugi uważa, że nie uprawia sztuki. Pierwszy proponuje: No, to zgódźmy się, że jest to jakaś aktywność twórcza. Zgadzają się.
1970
Po wojnie Tarnawowie mają 15 lat spokoju. Aż do uwięzienia w 1961 r. Najpierw, dopóki nowa władza na to pozwala, Józef Tarnawa prowadzi prywatną przędzalnię. Potem kierownikuje w spółdzielni włókienniczej. Dziś powiedziałoby się – menedżer. Surowca na rynku brak, fabryki mają przestoje, a Tarnawa kupuje wełnę jak kapitalista – prosto od górali. Rodzi mu się córka Jola. Na początku lat 60. w Warszawie wybucha afera mięsna. W Bielsku mają swoją odmianę – aferę włókienniczą.
Aleksander, syn: – Gierek chciał się wykazać przed Warszawą. Swojego środowiska katowickiego nie ruszył. Padło na nas. Tata spędził w więzieniu 9 lat.
Siedzi w Strzelcach Opolskich. Szyje robociarskie buty i etui do okularów. Rodzina traci wszystko – konfiskata mienia. Janina z dziećmi mieszka kątem w sublokatorskim pokoiku w podbielskiej wsi. Olka wytykają na mieście palcami – syn tego wełnianego aferzysty. Olek ma kłopoty przy maturze. Jest technikiem budowlańcem. Nie chcą go nigdzie do pracy. Odwiedziny w Strzelcach przypadają raz w miesiącu. Rodzina jeździ i płacze. Ojciec pociesza: Nie denerwujcie się, wyrok jaki będzie, taki będzie.
Czesława, siostra: – On zawsze był spokojny i zrównoważony. Oświęcim czy Strzelce Opolskie, Józef miał zdolność przystosowania się. Jolanta, córka: – Pewne rzeczy po tacie spływały. I tak trzeba.
Aleksander, syn, żartem: – Jemu odpowiadało to dietetyczne więzienne wyżywienie. Może dlatego tak długo żył. W więzieniu skończył 50 lat. Mama nas prosiła: Pół wieku minęło, nie denerwować mi taty.
Pan Fortuna, inny włókniarski dyrektor z Bielska, się buntował. Zaczął z więzienia pisać listy do Warszawy. Tarnawa mu mówi: Daj spokój, i tak nic nie nawojujesz. Ale on nie może przestać pisać. Później Tarnawa opowiada dzieciom: Pan Fortuna jedzie do Warszawy, skąd wraca w zaspawanej trumnie. Ubecy pilnują trumny podczas pogrzebu. Rodzina nie może się z panem Fortuną pożegnać. W willi Fortunów po dziś dzień funkcjonuje przedszkole.
W 1970 r. Józef Tarnawa wychodzi na wolność. Siedzi na krześle w pokoiku, który żona wynajmuje u ludzi, przy nodze walizka. Mówi, że przeszkadza mu numer. Nikt w Strzelcach nie uznaje jego martyrologii. Klawisze się śmieją. Więźniowie krzyczą: Ty, 80064, masz numer i żyjesz? Wylazłeś przez kraty zamiast przez komin?
1979
Dzięki numerowi 80064 Józef z siostrą siedzą w Oświęcimiu w pierwszym rzędzie ławek. Jest czerwiec 1979 r., przemawia Ojciec Święty Jan Paweł II. Każdy żyjący numer ma prawo zaprosić na papieską mszę kogoś z rodziny. Potem chodzą po obozie-muzeum i Józef opowiada. Tu ściana śmierci, tutaj stolarnia. Nie afiszuje się, ale mówi pięknie. Przystają obcy ludzie, zasłuchani. Pytają: To pan także stąd? Józef Tarnawa podwija rękaw białej koszuli i odsłania przedramię. Mówi: Proszę bardzo, przeżyłem Oświęcim.
Jest jednoosobowym rzemieślnikiem, królem herbów na całą Polskę. Dla Cepelii tłoczy herby w miedzianej blasze. Jeździ w delegacje po Polsce, wchodzi do ratusza i prosi o wzór herbu miejskiego. Wytrawia, oprawia w ramki i wstawia do sklepu jako rękodzieło. W domu ma straszny bałagan, ale ma wreszcie własny dom. Palce ma powykrzywiane od roboty. Zamówienia gonią. Odkuwa się. Zarabia niezłe pieniądze. Jeździ samochodem. Każdego ranka do rangi problemu urasta, czy krawat pasuje do koszuli. W sumie wytwarza kilka milionów sztuk herbów. Aleksander, syn: – Mówił mi: Mam wielkie szczęście. Do pieniędzy i do kryminałów.
2004
Boi się schodów ruchomych na Dworcu Centralnym w Warszawie. Jolanta musi tatę odbierać stację wcześniej, na Zachodnim. Co prawda łazi się tam kilometrami, ale nie napotyka żadnych ruchomych schodów. Jolanta mieszka w Warszawie już od kilkudziesięciu lat. Ostatnio przyjeżdża do Bielska i mówi, że przeczytała ogłoszenie w gazecie. Artysta poszukuje byłego więźnia Oświęcimia do filmu. Mówi: Płacą, zarobisz sobie tato. Józef się zastanowił: dlaczego by nie? Chociaż pieniędzy nie potrzebował.
Jolanta, córka: – Ja wiedziałam, że tata, jak każdy starszy człowiek, lubił, gdy ktoś się interesował jego opowieściami z Oświęcimia. Życie na starość jest monotonne. Nagranie do filmu trwa ponad 4 godziny. I kiedy przychodzi czas na tatuowanie, numer 80064 się wystrasza, jakby znowu przestał być Józefem Tarnawą, zdolnym podejmować własne decyzje. Widać to w zbliżeniach oczu. Potem jest już obojętny. W mieszkaniu córki robią remont i ta czarna plastikowa teczka z umową gdzieś się zapodziewa. Z punktu widzenia prawa wszystko jednak jest w porządku.
Jolanta, córka: – Tata myślał, że może tatuowanie nie będzie jednak potrzebne. Ale skoro podpisał i dostał za to pieniądze... Nie wielkie jakieś, 500 euro, ale jednak. Umawiali się, co tu dużo mówić...
Artur Żmijewski: – Józef Tarnawa nie był aktorem. Nie sądzę, żeby jego zachowania były odgrywane.
Józef Tarnawa dostaje maść, ma ją sobie aplikować na odnowiony tatuaż. Pyta syna: No, popatrz, po co oni mi to malowali na nowo? Przecież jeszcze wyraźne było.
2008
Ostatnie ujęcia filmu „80064”: Józef Tarnawa na prośbę reżysera podwija rękaw koszuli i pokazuje numer do kamery. Mówi, że nigdy nie lubił swojego tatuażu, ale się do niego przyzwyczaił. A teraz czuje się jak mebel po renowacji. Stop. Włącza się funkcja powtarzanie. DVD startuje od zera. Przed telewizorem Centrum Sztuki Współczesnej zasiada kolejny widz wystawy „Historia się powtarza”. Też były więzień Oświęcimia.
Marian Turski, historyk, dziennikarz, członek Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej: – Oburza mnie bezczelność faceta, który do swojego happeningu męczy starego człowieka. Gdyby przyszedł do mnie, może nie dałbym mu w twarz, ale miałbym ochotę to zrobić. Znam byłych więźniów, którzy pozbyli się wytatuowanych numerów. Mogę to zrozumieć. Ale ja nigdy nie pozbyłbym się tego, co jest częścią mojego życia. Odnowienie numeru obozowego może być argumentem dla zaprzeczających Holocaustowi. Ogromnie mi żal tego eleganckiego, starszego pana. Jak mógłbym być zły na człowieka osaczonego?
Artur Żmijewski: – Nie użyłbym co prawda określenia osaczony, ale presja, jakiej został poddany i której ponownie ulega, jest tematem filmu. Ponownie jej ulega, gdyż już kiedyś, wtedy w obozie, jej uległ.
Jolanta, córka: – Dobrze, że tata już się nie dowiedział o reakcji oświęcimiaków na ten film. Ale on w ostatnich latach już tylko był na sobie skoncentrowany i na swoim zdrowiu. Na swoich lekach, tyle ich miał... Niesamowicie ugodowy był, mówił: Grunt, to się nie przejmować
2007
Na pogrzebie Józefa Tarnawy ksiądz mówi: Dwa filmy z jego życia by można nakręcić.
Marcin Kołodziejczyk
Tekst publikowany w "Polityce" nr 26 (2660) z dnia 28-06-2008
© Polityka Sp. Pracy 2008
Spis treści
Marcin Kołodziejczyk
Numery 5
Joanna Wojdowicz
Mamy plecy w niebie 19
Anna Żamejć
Odzyskać ćwiartkę życia 47
Agnieszka Góra
Krzyk do nieba 57
Małgorzata Rejmer
Albo-albo albo Ani-ani 73
Adrian Fulneczek
Gniew Kontrolowany 99
Agnieszka Szmidel, Katarzyna Tyrluk
NA(J)SZA POLSKA 111
Magdalena Grzebałkowska
Niemowlętami się brzydzę 123
































